Wybrano: Wyświetlaj wszystkie

Warto być Patriotą
2014-05-02

Przed nami kolejne święto państwowe - rocznica podpisania Konstytucji III Maja. Nie zapomnimy o wywieszeniu flag i złozeniu wiazanki pod pomnikiem Sybiraków. Święto skłania do refleksji nad naszym patriotyzmem. Dlatego zamieszczamy poniżej wywiad z Wiktorem Węgrzynem - komandorem Rajdu Katyńskiego.

Czy Polacy są patriotami?

– Mam to szczęście, że spotykam na swojej drodze wielu gorących polskich patriotów. Ludzie, którzy jadą na Rajd Katyński, to osoby, które znają naszą historię, kochają Polskę. Ci, którzy nie kochają Ojczyzny, z nami nie jadą. Zdaję sobie sprawę, że żyję trochę w takim kokonie, bo stykam się głównie ze wspaniałymi Polakami.

Nauczyciele, media jednak alarmują, że mamy do czynienia z pogłębiającym się kryzysem patriotyzmu.

– Proszę pana, obecnym władzom zarzuca się nieudolność. Moim zdaniem, to nie jest nieudolność, to jest celowe działanie. Chodzi o to, aby osłabić polskość, bo celem elit jest budowa „europejskiego państwa, społeczeństwa”. Wielu Polaków przestaje się utożsamiać ze swoją Ojczyzną, myślą tylko o tym, jak szybko wyemigrować. Tym postawom sprzyja polityka gospodarcza państwa, której najbardziej widocznym efektem jest wysokie bezrobocie.

Ale jak ma być w Polsce praca, skoro nie mamy polskiego przemysłu, banków, stoczni, cementowni i wielu innych fabryk? I z Polski wyjeżdżają miliony ludzi, czują się niejako usprawiedliwieni, bo mówią, że w kraju nie mogą się rozwijać, nie mają perspektyw, środków na utrzymanie rodziny. Dzisiaj już nie trzeba Polaków wywozić na Syberię ani wysyłać za granicę z paszportem w jedną stronę, jak to robiono w stanie wojennym. Dzisiaj Polacy sami wyjeżdżają. Za to na pewno trzeba winić władze naszego kraju, które nie robią nic, aby tę falę emigracji powstrzymać.

Bo musimy być przede wszystkim Europejczykami.

– Codziennie telewizja narzuca nam tematy, o których mamy rozmawiać w domu, w pracy, a te tematy często są infantylne, prymitywne, płytkie, antypolskie. Jesteśmy totalnie ogłupiani, manipulowani. Gazety, stacje radiowe i telewizyjne wykrzywiają patriotyzm, wypaczają go, robią z niego jakąś karykaturę. A przecież patriotyzm wykształca w ludziach bardzo dobre cechy. Patriotyzm to miłość do własnej Ojczyzny, do rodziny, do słabszych Polaków, którym powinniśmy pomagać. Czy takie wartości są złe, czy one szkodzą społeczeństwu, czy też czynią z nas lepszych ludzi, obywateli? Nie mam wątpliwości, że patriotyzm przynosi same korzyści i dlatego trzeba go rozbudzać w Polakach, pielęgnować, a nie z nim walczyć.

Postawa mediów nie powinna nas jednak dziwić, bo poza nielicznymi wyjątkami – jak „Nasz Dziennik”, Radio Maryja i Telewizja Trwam – media są w większości w obcych rękach. Niemcy wykupili prawie całą prasę lokalną, zagraniczne media wydają dziesiątki innych tytułów, mają stacje radiowe i telewizyjne. A im nie zależy na kształtowaniu polskości. Tak ukształtowani Polacy głosują potem w wyborach tak, jak tego oczekują media „głównego nurtu”.

Dziesiątki lat życia w kłamstwie da się odwojować w tym pokoleniu?

– Jestem optymistą, bo widzę to, co dzieje się choćby podczas Rajdów Katyńskich. Zdarzają się młodzi, którzy jadą dla przygody, a wracają już jako inni ludzie. Te dwa, trzy tygodnie spotkań z Polakami na Wschodzie, odwiedzania naszych narodowych nekropolii, zmieniają ludzi. Podczas rajdu dowiadują się wiele o naszej najnowszej historii i inaczej już patrzą na Polskę.

Podobne procesy widać w całym polskim społeczeństwie. Ludzie coraz szerzej interesują się historią, czytają czasopisma historyczne, książki, popularne są programy telewizyjne poświęcone naszym dziejom. Szkoda, że te materiały zawierają sporo nieprawdy, co czasami wynika ze złej woli autorów, a czasami z ich niewiedzy. Na pewno łatwiej byłoby prowadzić akcję edukacyjną, gdyby nam się udało odzyskać telewizję, media. Dobrze, że Telewizja Trwam jest na multipleksie, ale nie można wszystkiego zrzucać na barki jednej telewizji. W mediach potrzeba jak najwięcej programów o polskiej historii, kulturze. Mamy wspaniałych naukowców, kapłanów, nauczycieli, których trzeba wykorzystać w pracy nad odbudową naszych narodowych wartości. Ten trud na pewno się opłaci. Jestem o tym głęboko przekonany.

Ale czy polska szkoła chce wychowywać następców „Zośki”, „Alka”, „Rudego”?

– To jest skutek szerszego procesu. W 1945 roku została przerwana ciągłość historyczna, kulturowa Narodu Polskiego. Ojciec nie mówił w domu dzieciom o historii Polski, zwłaszcza tej najnowszej, bo się bał. Byłem świadkiem, gdy chłopak opowiedział w szkole kolegom o tym, co usłyszał w domu o Katyniu i wojnie, a potem cała rodzina została wywieziona na Wschód. Prawdziwej historii nie poznawał potem wnuk, bo dziadek też bał mu się mówić prawdę. A w szkole była pełna indoktrynacja, fałszowanie historii. Ja uczyłem się z kłamliwego podręcznika do historii, który napisała Helena Michnik, matka Adama Michnika.

I nauczyciele też nic nie wiedzieli o Katyniu, komunizmie albo wiedzieli tylko tyle, co przeczytali w komunistycznych książkach, podręcznikach, które były jednym wielkim kłamstwem. Kilka pokoleń Polaków żyło w totalnym kłamstwie. Ono trwa, czasami się nawet nasila, więc nie można oczekiwać, że nie zostawia śladu w umysłach ludzi. Wielu Polaków nie zna swojej historii, tradycji, kultury, kanonu polskiej literatury. Dlatego nie dziwią mnie takie obrazki, jak ten sprzed kilku dni, gdy jedna z telewizji robiła ludziom na Starówce „test” z historii. Zadawali pytania np. o to, kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie. Jakieś młode kobiety zaczęły się śmiać, potem uciekły, bo nie znały odpowiedzi na tak proste pytanie. Ten proces – oby nie – może się nasilać, bo w szkole uczy się coraz mniej historii.

Zawsze to rodzina była pierwszym i najważniejszym nauczycielem.

– Tak, ale rodzina nie ma czasu na edukowanie, wychowanie dzieci, krzewienie w nich patriotyzmu. Bo rodzice są zapracowani, mało kto może sobie pozwolić z powodów ekonomicznych na to, aby matka została w domu i zajęła się wychowaniem dzieci. Ona musi pracować, aby miała za co swoje dzieci ubrać, wyżywić, posłać do szkoły. Wychowanie przejęło przedszkole, szkoła, a tu nauczyciele, wychowawcy przesiąkli już nową ideologią i przekazują ją dzieciom i młodzieży. Przykładem są choćby eksperymenty z gender.

Pan jest jednak żywym przykładem, że można skutecznie iść pod prąd.

– Ja miałem – tak mogę to teraz ocenić – to szczęście, że w latach 70. znalazłem się w Stanach Zjednoczonych. A tam uzyskałem nieskrępowany dostęp do literatury zakazanej w Polsce. Mogłem czytać emigracyjną prasę, gdzie swoje teksty zamieszczali wybitni polscy dziennikarze, pisarze. Mogłem rozmawiać, spotykać się z żołnierzami II Korpusu i innymi wybitnymi polskimi patriotami. Zastanawiam się, czy gdybym został wtedy w PRL i jadł codziennie porcję tego kłamstwa, to byłbym taki sam.

Myślę, że jeszcze bardziej by Pan nosił w sercu Kresy.

– Oczywiście, tam w sercach Polaków jest gorący patriotyzm, tam zawsze są łzy na widok biało-czerwonej chorągiewki. I to dotyczy zarówno starszych, jak i młodszych osób. Ci młodzi są dumni z tego, że ich matka, ojciec, babcia czy prababcia byli i są Polakami. Ich postawa nie wynika wcale z chęci wyemigrowania do Polski, chcą zostać tu, gdzie jest ich rodzinne gniazdo. Polskość jest w ich sercach, nie jest związana z geograficznymi granicami.

Naszą rolą jest utrzymywanie kontaktu z Polakami na Kresach. To jest nasz obowiązek wobec Ojczyzny. Pielęgnowanie pamięci o dawnej Rzeczypospolitej jest jak najbardziej potrzebne, to jest też czyn patriotyczny. I to nie jest nacjonalizm, to nie jest żadne wzywanie do rewizji granic – a czasami takie zarzuty pod swoim adresem słyszymy. My przecież o żadnych zmianach granic nie mówimy, coś takiego jest niemożliwe, ale i byłoby niezgodne z polską racją stanu. Polacy odwiedzają Kresy i tylko chcą mieć dostęp do polskich narodowych miejsc, które są ważne dla nas, dla naszej historii. Chcielibyśmy, żeby Cmentarz Łyczakowski wyglądał tak jak kiedyś, ale to nie oznacza, że chcemy przywrócić „polski Lwów”.

Zresztą, moim zdaniem, to, że akurat Łyczaków nie wygląda tak, jak powinien, że tam nie ma jeszcze Szczerbca, to głównie skutek nieudolności polskich władz. Polacy mają z Ukraińcami dobre kontakty, ja miałem przyjaciół na Majdanie, z którymi cały czas utrzymywałem kontakt. Ale oczywiście jednocześnie pamiętamy o zbrodni wołyńskiej, o Polakach zamordowanych przez Ukraińców. Bo to część naszej historii, której nie można się wyprzeć, zapomnieć o niej.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Losz