Wybrano: Wyświetlaj wszystkie

70. rocznica bitwy pod Monte Cassino
2014-05-16

70 lat mineło od jednej z kluczowych bitew kampanii włoskiej, gdzie polscy zołnierze okryli się nieśmiertelną chwałą. Bitwa pod Monte Cassino. Uroczystości na Zatorzu odbędą się z udziałem znakomitego Gościa weterana spod Monte Cassino. Kapitan Henryka Kustra przeszedł cały szlak gen. Andersa z niewoli w ZSRS przez Morze Kaspijskie, Iran, Palestynę, Egipt do Włoch, gdzie uczestniczył w przełamywaniu linii Gustawa pod Monte Cassino. Obecnie mieszka w Australii. Spotkamy się z nim w GCE w środę, 21 maja o godz 11:00.

Pan Henryk był już naszym gościem w zeszłym roku. Obecnie przyleci  bezpośrednio z Włoch z uroczystości 70 rocznicy Bitwy pod Monte Cassino, gdzie będzie gościem Rządu polskiego.

BITWA

17 września II Korpus Polski przybywa na miejsce postoju w rejon Monte Cassino. 22 kwietnia obie polskie dywizje rozpoczęły przejmowanie odcinka od anglików, aby 27 kwietnia przejąć za niego całkowitą odpowiedzialność. Wyznaczone zostały główne kierunki ataku,oraz drogą losowania ich wykonawcy.
I tak: 3 Dywizja Strzelców Karpackich na 593 i później na Klasztor 5 Kresowa Dywizja Piechoty na Widmo, a potem na 575 i San Angelo.

Fragment z książki W.Andersa "Bez ostatniego rozdziału" Londyn 1979

"Był spokojny wieczór 11 maja.O 23-ej artyleria otworzyła ogień, i na całym froncie 8-ej i 5-ej armii rozpoczęła się ofensywa. Przez pierwsze 40 minut artyleria Korpusu wraz z artylerią całej armii zwalczała artylerię nieprzyjaciela. O godz. 23.40 gros ognia przeniesiono na stanowiska piechoty nieprzyjaciela. O 1-ej obie dywizje polskie ruszyły do natarcia. Piechota od samych podstaw wyjściowych,od chwili wyruszenia, szła w ogniu artylerii i moździerzy nieprzyjaciela, do którego w miarę postępów dołączały sie ognie broni małokalibrowych. Niemieckie ognie zaporowe były przygotowane, wypróbowane i ulepszane od wielu miesięcy. Baony 1-ej brygady strzelców karpackich zdobyły bastion wzgórza 593, podeszły pod Gardziel w kierunku na Massa Albanetta i walczyły o wzgórze-skałę 569. 5-a wileńska brygada piechoty wdarła się na grzbiet zwany Widmo. Zawzięta walka wręcz w skalistym, zarośniętym i pogmatwanym terenie, najpierw w ciemnościach nocnych, a potem za dnia, trwała do godzin popołudniowych."

Uporczywe walki spowodowały znaczne straty zarówno w ludziach, jak i w materiale wojennym atakujących. Zdobyte z tak wielkim wysiłkiem pozycje,okazały sie niemożliwe do utrzymania. Precyzyjnie zaplanowana i przygotowana obrona niemiecka polegała miedzy innymi, na przepuszczaniu atakujących przez dobrze zamaskowane pierwsze linie obronne, i późniejsze wyniszczanie ich przez wzięcie w ogień dwustronny. Przystrzelane wcześniej, w istotne miejsca pola walki, karabiny maszynowe,stanowiły nawet w całkowitych ciemnościach wyniszczającą zaporę. Jeżeli dodamy do tego jeszcze zapory i pułapki minowe otrzymamy obraz warunków w jakich przyszło walczyć polskim oddziałom. Mało skuteczny okazał się też ogień artylerii. Planowano że spowoduje on poważne osłabienie artylerii nieprzyjaciela, i znaczne zniszczenia na stanowiskach piechoty. Zastosowana przez Niemców strategia przeczekiwania nawały artyleryjskiej na przeciwstokach bronionych wzgórz,oraz w wykutych w skałach i wybudowanych z głazów bunkrach,powodowała duże ograniczenie skuteczności ognia artyleryjskiego. Ukryte w jarach i wąwozach nebelwerfery i moździerze, były również niedostępne dla strzelającej płaskotorowo artylerii. Natomiast stanowiska niemieckiej artylerii ciężkiej znajdowały się daleko, poza zasięgiem dział aliantów. Dowództwo podjęło decyzję o wycofaniu wykrwawionych brygad i zastąpienie ich przez świeże oddziały. Termin następnego natarcia został wyznaczony na 17 maja na godz. 7.00. Oddajmy jeszcze raz głos gen. Andersowi.

"Do natarcia tego ruszyły świeże baony obydwu dywizji, podciągnięte uprzednio na masyw i przygotowane do walki. Zasadniczy plan natarcia pozostał bez zmiany.
Uwzględniono wiadomości o nieprzyjacielu,jego ugrupowaniu, sposobie reakcji. oraz wysnuto wnioski z poczynionych doświadczeń. Baony ruszyły do natarcia tuż za ogniem własnej artylerii, bez oglądania sie na straty od min i pułapek. Dążyły do jak najszybszego przeskoczenia znanych już zapór ogniowych nieprzyjaciela. W tym dniu Korpus Polski zdobył grzbiet Widmo, wzgórze San Angelo, z wyjątkiem jego północnej części oraz wzgórze 593 i Gardziel. Na tym wyczerpały sie możliwości pierwszego dnia. Walki trwały dalej pomimo dużych strat po obu stronach,stan rzeczy nie zmienił się, rosło tylko wyczerpanie. Na następny dzień przygotowano dalsze natarcie przede wszystkim na San Angelo tj. w kierunku działania 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Trzeba było wprowadzić ponownie baony, które brały udział w natarciu 12 maja i których stan liczebny był bardzo mały. Użyto do walki kompanię komandosów, część 15 Pułku Ułanów ściągniętej z odcinka obrony oraz dwóch improwizowanych małych baonów złożonych z obsług pułku przeciwpancernego, kierowców samochodowych, warsztatowców itd. Oceniłem, że nieprzyjaciel jest w stanie wyczerpania równym, a może nawet większym niż nasz i że wystarczy w dniu następnym wykonać uderzenie nawet dużo słabsze od poprzednich, aby uzyskać ostateczny sukces. Była to chwila kryzysu bitwy, kiedy obie strony całkowicie wyczerpane leżą naprzeciw siebie, zdawałoby sie, niezdolne do wysiłku. Zwycięża wtedy silniejszy wolą, ten co zdobędzie się na ostateczne uderzenie."

"18 maja rano ponowne natarcie na odcinku 3 Dywizji Strzelców Karpackich miało szybki wynik pozytywny, gdyż jak przewidywałem, nieprzyjaciel pozostawiwszy osłonę, wycofał w ciągu nocy większość sił. O 10,20 patrol 12 Pułku Ułanów zatknął sztandar biało-czerwony na gruzach Monte Cassino. Twierdza niemiecka zagradzająca drogę do Rzymu padła. Zwycięstwo osiągnięto dzięki męstwu żołnierza polskiego i wspólnemu wysiłkowi wojsk sprzymierzonych."

 

PO BITWIE

Cena zwycięstwa była jednak wysoka. Straty II Korpusu wyniosły 924 zabitych, 345 zaginionych i 2930 rannych.Liczby te nie oddają ogromu cierpień i tragedii ludzkich jakie były udziałem walczących.

Gen Anders tak opisuje pole bitwy:

"Jakże straszliwy widok przedstawiało pobojowisko. Naprzód zwały nie wystrzelonej amunicji wszelkiego kalibru i każdej broni. Wzdłuż ścieżki górskiej - bunkry, schrony, wysunięte punkty opatrunkowe. Białe taśmy wytyczają rozminowaną drogę. Gdzienie gdzie stosy min. Trupy żołnierzy polskich i niemieckich, czasem splecione w ostatnim śmiertelnym zwarciu. Powietrze przesycone wyziewami rozkładających się zwłok. Dalej czołgi, niektóre wywrócone z zerwanymi gąsienicami, inne tak jakby miały ruszyć dalej do natarcia, polskie i amerykańskie z poprzednich walk. Wszystkie zwrócone lufami ku klasztorowi. Zbocza wzgórz zwłaszcza od strony mniejszego natężenia ognia, tonęły w powodzi czerwonych maków. Z dębowego gaju tzw. Doliny Śmierci zostały tylko okaleczone kikuty drzew bez jednego choćby liścia, przeważnie bez gałęzi, gęsto nabite żelazem. Na wzgórzach lej obok leja, krater obok krateru, po bombach i granatach. Wśród nich walające się strzępy mundurów, porozrzucane hełmy sojusznicze i niemieckie, karabiny ręczne i maszynowe, granaty ręczne, skrzynki amunicyjne , zwoje drutów kolczastych i pułapki minowe na każdym kroku. Wszystko to świadczy o zażartości boju."

Ci zaś , którzy przeżyli już w niedalekiej przyszłości mieli doświadczyć goryczy tego zwycięstwa. W pojałtańskiej Europie zabrakło dla nich godnego miejsca. Znaczna część żołnierzy II Korpusu wywodziła sie z kresów dawnej Rzeczpospolitej. W powojennej Polsce ich domów już nie było. Dylematy związane z wyborem dalszej drogi życiowej były bardzo bolesne. Dla aliantów stali się teraz kłopotliwym elementem w układaniu politycznych relacji w powojennej Europie. Ci, którzy zdecydowali się na przyjazd do Polski, spotkali się z wrogim wręcz przyjęciem i represjami ze strony organów nowej ludowej ojczyzny. Pozostali na zachodzie, rozpłynęli sie po rozległych zakątkach imperium brytyjskiego, Europy i Ameryki. Ich dalsze losy to już zupełnie inna historia.

Źródło: Fundacja Andrzej Marzec "MONTE CASSINO".